chmercia
chmercia.blog.interia.pl
Archiwum
Rok 2012
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Zapraszam do czytania moich notek i ich komentowania
2010-05-05
Do  czego  moze  doprowadzić  ludzka zazdrość ? To pytanie nurtuje  mnie od  jakiegoś czasu.  Ludzie potrafią  osiągnoć za wszlką cenę wszytko  nie patrzać że  ranią  innych. Może to doświadczenie nauczylo mnie  że  nie warto wierzyć ufać  innym . ktoś podaje  sie za twojego najlepszego kumpla a wżeczywistosci  patrzy  jak zadać rane  która pozostanie .......
Co możesz  czuć :
- jesteś  śmieciem ,
- jesteś  nikim  takim totaslnym zerem
- nie masz  ochoty  do życia   bo wiesz że  następna osoba  może potraktować    cie   jescze  gożej
- i wkońcu sięgasz po  żyletke //////////////////__________________
- po alkochol i inne  zeczy 
 Czemu musi  byc  tak  ?? powiedz czemu??
2009-04-24
Jak mam cię kochać, kiedy nie rozumiem.
Jak cię zrozumieć, kiedy nie pojmuję
kim jesteś.

Jak cię usłyszeć, jeśli nic nie mówisz,
Jak cię mam poznać, skoro nawet nie wiem
czy jesteś.

Jak cię odnaleźć, gdy nie wiem gdzie szukać,
Jak ruszyć w drogę, kiedy nie znam drogi
do mnie samego.
2009-04-24
co na rozstajach opowie kamień?
co szepnie woda przy ujściach rzek?
co powie wicher, co powie ogień
gdy iskry tańcząc wzlecą do gwiazd?

bo każda chwila - żywot motyla
żyje przez chwilę i tylko raz
więc chodźmy razem, by krótkie chwile
pomnożyć znowu przez życia dwa

choćbym się potknął o stary kamień,
choćby mnie wciągnął podwodny wir,
wicher wychłostał, ogień spopielił,
nigdy nie stanę w drodze do gwiazd

bo każda chwila - żywot motyla
żyje przez chwilę i tylko raz
więc chodźmy razem, by krótkie chwile
pomnożyć znowu przez życia dwa
2009-04-24 Trochę z innnej beczki
Kto nigdy nie żył, nigdy nie umiera,
Nic nie utraci, ten co nie miał nic.
Ten kto nie kochał, nie wie co tęsknota,
Nie wie co gorycz, kto bez marzeń śni.

Co piękne jest - także jest i dobre
Ziemia, morze i gwiazdy;
księżyc, słońca blask - ...
Lecz poza nimi - trwoga i cierpienie.
A tam gdzie miłość, tam podąża
śmierć.

A tam gdzie miłość, tam podąża
śmierć.
2009-04-21 PRZEBACZENIE


Każdy z nas ma w sobie zranienia, ma żal do siebie albo Boga. Musimy przebaczać sobie, innym. Przebaczenie jest najpiękniejszym wyrazem miłości. Gdy nie ma przebaczenia człowiek staje się zgorzkniały, smutny. Bóg zwycięża w przebaczeniu. Rz 12,17 i Prz 3,4; 1P 3,9; Mt 6,14; Łk 17,3-4; Prz 20,24. Przebaczenie jest szansą daną człowiekowi, by mógł ukazać że jest dobry. Przebaczenie jest zdolnością świętych, a złość i gniew są domeną grzeszników. Przebaczając mamy udział w boskości. Wiele przykładów znajdziemy w Biblii: Dawid nie zabija Saula, przebacza mu; tak samo Józef swoim braciom; św Szcepan w momencie kamieniowania nie przeklina swoich oprawców, przebacza im; Jezus do cudzołożnicy podchodzi z łagodnością, przebaczeniem (J 8, 1-11). Bóg się bardzo cieszy z każdego nawróconego grzesznika. Zdejmuje poczucie winy (Łk 15, 11-32). Wzorem dla nas może też być przebaczenie Jana Pawła II swojemu zamachowcowi.
PRZEBACZENIE JEST DROGĄ I PROCESEM
Swoim przebaczeniem warunkujemy Boże przebaczenie. Czasami winny męczy się z tym co zrobił (Ps 51). Jest męką jeśli myślimy, że Bóg albo ktoś inny mi nie przebaczy albo sami sobie. A ON nam zawsze przebacza, dlatego my sobie też musimy przebaczać.
PRZEBACZENIE JEST DAREM. NIE MOŻNA KOCHAĆ W 100% BEZ PRZEBACZENIA.
Z greckiego słowo to oznacza: uwolnić kogoś, puścić, a z hebrajskiego: otulić płaszczem. Przebaczyć to przywrócić pierwotne miejsce jakie ten człowiek zajmował przedtem w naszych oczach. Otulić płaszczem oznacza wielką bliskość, zabezpieczenie.
Potrzebna jest decyzja, sposób na przebaczenie. Modlić się za tą osobę. Znaleźć w niej same dobre cechy.
"Jak niewielkie są winy ludzkie w porównaniu z tymi jakie uczyniliśmy Bogu".

Przebaczyć sobie

Żaden człowiek nie jest doskonały. Istnieje poczucie winy destruktywne i konstruktywne. Do pierwszego należy lęk przed karą, opór przed grzechem. Nie chę chodzić do spowiedzi, bo to męczarnia, dlatego się wystrzegam grzechu. Wina konstruktywna jest to świadomość przekroczenia wyznawanych wartości. Opór grzechowi, ale i chęć życia tymi wartościami. Skrucha a nie wyrzuty sumienia, ona nas uwalnia. Z poczucia winy powinna wynikać świadomość obrażenia Boga. Nie można się skupiać tylko na sobie.
Trzy typy nieprawidłowego ustosunkowania sie do winy:

1.

Osoba która widzi zło, chce je zupełnie wyrzucić ze swojego życia, chce być idealna.
2.

Niektórzy się złem nie przejmują, starają się je ignorować. Potem nas to męczy, wychodzi z podświadomości.
3.

Skrupuły - to jest chore poczucie winy, nie prowadzi do niczego dobrego.

NIE NALEŻY WYPOWIADAĆ WALKI ZE ZŁEM O WŁASNYCH SŁACH

Gdy nie da się dojść do doskonałości można wpaść w depresję, w grzech, wszystko będzie nas u innych denerwować. Obsesyjne poczucie winy jest to samopotępienie. Chcielibyśmy być nieomylni. Koncentrujemy się bez przerwy na własnych działaniach. Nie patrzymy na to czego Bóg od nas wymaga. Wyznaczamy sobie takie cele, których potem nie możemy zrealizować. Gdy popełnimy wtedy grzech, nie potrafimy się przyznać, bo to by oznaczało upadek. Wszędzie zaczyna się widzieć grzech, nawet w pokusie. Wyolbrzymia się go. Skupiamy się na drobiazgach, a nie na rzeczach istotnych. Gdy urojone dążenia są nie do spełnienia, pojawia się gorycz, życie w napięciu. Pochodzi to ze zranionej miłości własnej. Następuje niepewność: Czy ja zasługuję na miłosierdzie? Na przebaczenie? Spowiedź staje się wtedy torturą, karą. Człowiek ktory ma obsesyjne poczucie winy, nie czuje, że mu przebaczono. Poprzez uwydatnianie małych grzechów, gubimy sens tych dużych.

BOŻA MIŁOŚĆ JEST WIĘKSZA OD WSZELKIEGO GRZECHU!

Jak się bronić przed skrupułami? Dostrzec to, że jesteśmy zapatrzeni w siebie, uwolnić się od narcyzmu. Może to być długi, bolesny proces, ale trzeba się wtedy poświęcić innym, robić coś dobrego dla nich.
Trzeba sobie wyjaśnić sens życia moralnego. Ponad 3/4 ludzi perfekcjonistów widzi wszędzie grzech na tle seksualnym.
Potrzebny może być stały spowiednik, prowadzenie duchowe. Trzeba się zgodzić na leczenie z narcyzmu. Proces ten prowadzi przez cierpienie, które może być jednak wyzwalające.

Projekcja - jest to przerzucanie swojej winy na innych. Nie chcemy się do niej przyznać. Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, że stosuje projekcję. Jakie są objawy?
Nie dajemy takiej osobie szansy, uważamy, że ta wina jest na stałe. Nie przyjmujemy usprawiedliwień, nie tolerujemy tej osoby. Zbyt łatwo ją potępiamy, tworzymy kozła ofiarnego. Możemy też zrzucać winę na grupę, która jest bardzo nasza, osobista.
Czasem przyjmujemy postawę faryzeusza. Nie potrafię spojrzeć wgłąb siebie. Ja nie jestem grzeszny, to inni są grzeszni.
Malkontenctwo - cały czas jest nam źle. Zawsze myślimy - mogłoby być lepiej. Wynika to z wewnętrznej niespójności. Obgadywanie innych to próba zatarcia tego, co złego nosimy w sobie.

Ważna jest umiejętność przyznania się do któregoś z tych rodzajów.

Jesteśmy tylko ludźmi, mamy pewne ograniczenia.
Musimy sobie je przebaczyć. Także niektóre niewłaściwe decyzje, popełnione głupoty. Pan Bóg nie pragnie naszej doskonałości, chce abyśmy do niej dążyli. Bóg może dać sercu pokój, jeśli się na to otworzymy.
Boża miłość przekracza pojmowaną przez nas sprawiedliwość.
Nawiązując do przypowieści o synu marnotrawnym. Radość Ojca i smutek syna, gdyż widzi jak On go miłował. Jest to smutek, który prowadzi do właściwego poczucia winy. Aby doświadczyć prawdziwej miłości Ojca trzeba uświadomić sobie grzech. Należy być synem, nie niewolnikiem.

Przebaczyć Bogu?

Ten będzie miał wiele pretensji do Pana Boga, kto ma Jego fałszywy obraz.
O co najczęściej Go oskarżamy?

*

o cierpienie, krzyż codzienności (W życiu nie ma nic pewniejszego nad cierpienie)
*

o czyjąś śmierć
*

o niepełnosprawność
*

o klęski żywiołowe

Trzeba mieć odwagę przyznać się do takich oskarżeń.
PRZEBACZYĆ BOGU TO MIEĆ JEGO PRAWDZIWY OBRAZ
Są takie pytania na które nawet Bóg nie może odpowiedzieć samymi słowami. Odpowiedzi na ból i cierpienie są w Jezusie.
ISTNIEJE BÓL, KTÓRY NALEŻY DO ISTOTY MIŁOŚCI
Ból nas ostrzega. Często występuje przed chorobą. Cierpienie pochodzi z grzechu.
Czy Bóg chce zła? Nie, On jest tylko DOBREM. Po prostu dał nam wolną wolę, którą nie zawsze dobrze wykorzystujemy. Przyczyną kataklizmów i cierpień jakże często są ludzie. Bóg to najwyżej dopuszcza. Jeśli pozwala na zło, to ma w tym swój plan.
Czy Bóg miłuje wszystkich jednakowo? Jak najbardziej! Czasami myślimy, ze niepełnosprawnych kochał mniej albo, że są gorsi. Ale oni często nas przewyższają w zdolnosci kochania.
Trzeba się zmierzyć ze śmiercią i cierpieniem. Jak często zadajemy sobie pytanie "DLACZEGO?"
Przebaczyć Bogu to zgodzić się na to, że czasem czegoś nie rozumiemy, że to ma jakiś ukryty sens.
Popełniamy wiele rodzajów zła: logiczne, moralne, estetyczne, bólu, smutku, śmierci, kosmiczne (kres), zmysłowe. Zło moralne jest to zło jakie wybieramy, kiedy nam się nie chce. Myślimy, że jak wybierzemy zło to zademonstrujemy swoją wolną wolę.

Przebaczyć innym

Brak przebaczenia bardzo zatruwa. Rodzi ból i niewolę. Nie ma obojętności. Jesteśmy albo zimni albo gorący. Możemy najwyżej udawać, że jesteśmy obojętni. Tak naprawdę tylko przebaczenie może nas wyzwolić od nienawiści. Swoje miłosierdzie, przebaczenie musimy cwiczyć.
Komu przebaczać w swoim życiu?

1.

Rodzinie - może ona nam postawić żądania doskonałości, ale żadna rodzina nie może być doskonała, każdy ma swoje słabości. (1P 1,4)
2.

Znajomi, współpracownicy - trzeba przebaczać a nie tolerować: "Przebaczysz - będziesz zdrowszy, tolerujesz - będziesz miał kłopoty".
3.

Specjalistom - ich błędy, złe decyzje, np. nauczycieli, lekarzy
4.

Społeczeństwu - trzeba przebaczać ludziom bez twarzy i nazwiska, tworzący się łańcuch krzywd, tendencje

PRZEBACZENIE MUSI POPRZEDZAĆ POKÓJ

Czy umielibyście powiedzieć: "Przebaczcie mi, że was nienawidziłem". Powinniśmy być odpowiedzialni za społeczeństwo. Nie możemy być bierni.

MIŁOŚĆ WYCHODZI POZA SPRAWIEDLIWOŚĆ, ALE JEJ NIE NEGUJE

Ważna jest rola jednostki. Nie można odpłacać złem za zło. Martin Luter King wołał o miłośc, która potrafi przebaczać. Przebaczenie jest stawaniem przeciwko złu, ujawnianiem go.

PRZEBACZENIE POTRAFI ZMIENIĆ CZŁOWIEKA I HISTORIĘ

Jak się zmienia Piotr od kiedy Jezus mu przebacza? Najpierw wyparł się go 3 razy, a potem jest opoką, głową Kościoła. Bóg zaprasza nas do przebaczenia (J 5,6). Trzeba chcieć się uleczyć. Brak przebaczenie powoduje użalanie się nad sobą.

Konsekwencje braku przebaczenia:

*

choroby, dolegliwości - mechanizm obronny
*

skutki psychosomatyczne - migrena, brak snu, spadek ciśnienia
*

wytrącenie z równowagi, walka wewnętrzna. Nie wystarcza miejsca na radość, kreatywność. Blokujemy łaskę Bożą.
*

zła jakość ducha, miłości. Serce jest otwarte na fałszywe inspiracje

"Przebacz nam jako i my przebaczamy" (z Modlitwy Pańskiej)

Dlaczego przebaczać a nie się mścić? "Miarą jaką wy mierzycie i wam odmierzą". "Nie sądźcie abyście nie byli sądzeni". To nie Bóg nas potępia, to my sami wybieramy dla siebie potępienie. Bóg najwyżej się z tym zgadza, gdyż szanuje naszą wolną wolę.
Czy przychodzę do Jezusa z problemami z przebaczeniem?

PRZEBACZENIE ABY BYŁO PRAWDZIWE MUSI BYĆ BEZINTERESOWNE

Możemy wyjść pierwsi do drugiej osoby, nie rozpatrując okoliczności i nie oczekując wdzięczności.

PRZEBACZENIE JEST POKORNE, NIE PONIŻA ALE WYWYŻSZA

Przebaczenie dokonuje się w głębi, nie musi być na zewnątrz. Nie jest aktem, ale stylem życia. Jest formą dobroci, wielkoduszności. Nie rozmyślam, czy ta druga osoba zasługuje na przebaczenie. Ważna jest szczerość, chęć bycia wspólnotą z tą osobą.

PRZEBACZENIE CZYNI PRZESZŁOŚĆ MNIEJ BRZEMIENNĄ W SKUTKI, A BUDUJE NOWĄ PRZYSZŁOŚĆ

Zdaję sobie sprawę jak ta osoba jest dla mnie ważna. Przebaczenie jest przesłaniem, wiarą w obiektywną zdolność kochania.

PRZEBACZENIE TO PRZEŚWIADCZENIE, ŻE TEN CZŁOWIEK JEST LEPSZY NIŻ JEGO CZYNY

Człowiek miłosierny ratuje i wyzwala tylko na tyle na ile kocha. Jest to próba miłości. Czujemy się odpowiedzialni za osobę, która mi wyrządziła krzywdę.

PRZEBACZENIE - PRZYWRÓCENIE NADZIEI, ODKRYWANIE DOBRA

Nawet jeśli druga osoba nie chce przebaczyć, to jest to ważne dla mnie. Nie przebaczamy sprawiedliwym ale grzesznikom. Jaka powinna być moja postawa wobec innych?

WYCHODZIMY JAKO GRZESZNIK DO GRZESZNIKA

Bóg jest bez grzechu, a każdego dnia nam przebacza. Przebaczenie nie jest aktem dawania ale udzielania. Przekazuję przebaczenie boskiego daru.

Dlaczego nie przebaczamy?

*

tak jest wygodnie, jestem ofiarą, chcę żeby się nade mną użalali. A wina może też być we mnie.
*

nie chcemy przebaczyć sobie, bo dostrzegamy moją winę w innych
*

zazdrość
*

pycha - jestem kimś wyższym, lepszym, nie potrafimy wyjść do tej osoby
*

nie rozumiemy Boga jako Ojca, nie czujemy się jego dziećmi
*

jesteśmy mściwi - "oko za oko, ząb za ząb"
*

przypomnienie tej sytuacji to straszny ból, nie chcemy rozdrapywać ran, czujemy się zagrożeni ze strony tej osoby

Obszar nieprzebaczenia może być rozległy - czasem sobie nie zdajemy sprawy, że coś nie zostało zagojone. Kiedy człowiek nie przebacza jest chory.

KONSEKWENCJE BRAKU PRZEBACZENIA:

*

unikanie tej osoby i zerwanie więzów komunikacji
*

krytycznie oceniamy nawet jej zalety
*

pragnienie odwetu, nawet większego
*

cierpią na tym nasi bliscy, obwiniamy ich za nasze problemy
*

nic nam się nie podoba
*

zapominamy o wdzięczności
*

przerzucanie winy jednej osoby na całą kategorię jaką reprezentuje ("faceci to są tacy a tacy", "baby nigdy się nie zmienią", "nauczyciel to nie człowiek", "co starzy mogą o nas (młodych) wiedzieć")
*

buntujemy się, tracimy otwartość
*

stajemy się niewrażliwi na to że ranimy innych
*

potępiamy i osądzamy a usprawiedliwiamy samych siebie
*

ucieka się w nałogi it.p.
*

prowadzi do depresji
*

użalanie się nad sobą
*

samotność, śmierć emocjonalna i duchowa

Jak uzyskać spokój?
Trzeba zawęzić obszar grzechu tej osoby. W czym zawiniła? Spojrzeć wprost na to co spowodowało w nas zgorzknienie. Przyznać się do złych emocji przed Bogiem i sobą. Trzeba zauważyć, że tą osobę zniewoliliśmy. Nie osądzać samemu, oddać to Bogu. Odpuścić dług.
Musimy zaniechać destrukcyjnych myśli. Przestać rozpamiętywać to wydarzenie, użalać się nad sobą. Zaniechać pragnienia odwetu. Nie odpłacaj złem za zło, ukazuj jej dobro.

PRZEBACZENIE TO NIE JEST SFERA TYLKO EMOCJI, ALE AKT WOLI

Otwierajmy serce na Boże uzdrowienie, pozostawmy Bogu tą sprawę. Spróbujmy wymazać z naszego serca gorycz, gniew. Trzeba się otwierać na łaskę, którą Bóg nam daje. On tę osobę także zbawił, wylał za nią krew. Przez nią może uczynić jeszcze wiele dobra.
Trzeba panować nad tym jak reagujemy na zranienia. Pozbyć się nadwrażliwości. Przyjąć nowe, obiektywne spojrzenie na drugiego człowieka. Miejscem na przebaczenie jest spowiedź, Eucharystia. MOC KRZYŻA - w nim odnajdziemy doskonałe przebaczenie.

PRZEZ PRZEBACZENIE NADEJDZIE UZDROWIENIE

Nieskuteczne przebaczenie - odkładam to, nie analizuję.
Przebaczenie oczekiwane - oczekujemy wyjścia tej drugiej osoby z prośbą o przebaczenie

My jako chrześcijanie mamy obowiązek przebaczać.

NIE MA AUTENTYCZNEJ MIŁOŚCI, GDZIE NIE MA PRZEBACZENIA

Rolą chrześcijanina jest wprowadzanie pokoju. Jest to poziom mojej woli i świadomej decyzji.



.
Podobne strony
1 englishcorner.republik...
2 worship.republika.pl
3 jjakjurzyk.republika.pl
4 artisachance.republika.pl
5 ribka.republika.pl

2008-02-25
Będę biegać w niebie
 
 Kiedy w 2002 r. jedenastoletnia Ania umarła, ktoś z personelu szpitala, do którego przywieziono ją po wypadku, powiedział jej ojcu, że „to chyba ulga, bo przecież takie dziecko było tylko ciężarem”… Świadectwo o Ani Szałacie jest dowodem tego, jak bardzo pozory mogą mylić.
 
Rdzeniowy zanik mięśni. Konsultacje w klinikach w kraju i za granicą. Pielgrzymki na Jasną Górę i do Lourdes z prośbą o uzdrowienie. W końcu – nowoczesny elektryczny wózek i przeprowadzka z bloku na warszawskim Bródnie do podwarszawskiej Zielonki, gdzie w nowym domu Ani miało być wygodnie. Kilkadziesiąt metrów do szkoły, do której mogła sama dojeżdżać na swoim wózku, i tylko nieco dalej do parku nieopodal klasztoru Sióstr Dominikanek, gdzie lubiła zbierać kasztany. I nareszcie wymarzony pies.
 
Właśnie do parku po kasztany, niedługo po przeprowadzce, 26 października 2002 r. Ania wybrała się z mamą na spacer. Była sobota. Gdy wracały do domu, Ania wjechała na przejście dla pieszych. Wtedy to właśnie młody kierowca „zagapił się” i wydarzył się dramat: dziewczynka upadła na jezdnię kilkadziesiąt metrów dalej, a jej mama leżała obok ze zmiażdżoną nogą. Ania była jeszcze przytomna. Tak zwanym przypadkiem, ulicą przechodził ksiądz proboszcz. Znał dobrze rodzinę Szałatów. Nachylił się nad Anią i usłyszał jej ciche słowa, których nigdy nie zapomni: „Żeby mama żyła. Ja mogę nie żyć”. Mama była przecież potrzebna jej starszemu rodzeństwu Uli i Michałowi. Mamę Ani uratowano, poskładano jej nogę jak się dało, a potem założono jej aparat Ilizarowa, żeby wydłużyć krótszą o trzy centymetry kończynę. Ania zmarła w szpitalu, kilka godzin po wypadku.
 
Była darem, a nie ciężarem
 
Rodzicom Ani nigdy nie przyszłyby do głowy słowa, jakie usłyszeli w szpitalu, chociaż na pewno wielokrotnie było im ciężko – nie tylko fizycznie, kiedy dziewczynka rosła i coraz trudniej było się nią opiekować – ale przede wszystkim było im ciężko na sercu, kiedy musieli patrzeć, jak ona sama cierpi, jak po operacji, którą musiała przejść w 1999 r. niemal nie umarła z powodu komplikacji. Czy ojciec z matką mogą spokojnie patrzeć, kiedy ich dziecko na szpitalnym łóżku mówi, że umiera z bólu?... Modlili się o cud, żeby żyła – i cud się wydarzył. Ania wróciła do domu jeszcze na trzy lata.
 
Wtedy jeszcze bardziej niż przedtem stała się darem. Promienna, ujmująca uśmiechem, otwarta na świat i zaskakująco wymowna. Kiedy pewna pani zaczepiła ją na ulicy i zapytała „z troską”, czy kiedyś będzie mogła chodzić, Ania odpowiedziała dobitnie: „Ależ oczywiście, że tak. Będę biegać w niebie! Aniołowie też nie chodzą po ziemi, a są szczęśliwi”. Komuś innemu, kto użalał się, jaka z niej biedna, chora dziewczynka, odparła: „Nie jestem wcale chora, w zeszłym tygodniu miałam chrypkę, ale już mi przeszło”. Znała swoje ograniczenia i wiedziała, że bez pomocy innych nie da sobie rady, ale też umiała pomagać dobrym słowem, pocieszeniem, a czasem dopingowaniem innych do pracy. Koledzy i koleżanki w szkole zapamiętali, że Ania była bardzo ambitna i nie tolerowała taryfy ulgowej dla siebie tylko dlatego, że jeździła na wózku. Była druhną w harcerstwie, gospodynią klasy i aktywnie działała na rzecz misji.
 
Mała misjonarka
 
Ania miała szczęście, bo miała mądrych rodziców, którzy nie pozwolili, aby świat kręcił się wokół jej wózka. Doktor Kazimierz Szałata, wykładowca filozofii i etyki na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i założyciel Fundacji Polskiej Raoula Follereau pomagającej trędowatym i ubogim, bardzo wcześnie zaraził swoją córkę sprawami misyjnymi. Ania chętnie brała udział w różnych akcjach misyjnych, a przede wszystkim zaczęła się żywo interesować losem ubogich dzieci w krajach misyjnych. Opowiadała o tym swoim rówieśnikom, brała udział w telewizyjnym programie Ziarno, jeździła w trasy koncertowe z „Arką Noego”. Robert Litza wspomina, że kiedy raz podpisywał płytę dla niej, chciał napisać: „Aniu, bądź świętą”, ale zamiast tego, sam nie wie czemu, wyszło: „Aniu, jesteś święta”.
 
Ania była misjonarką nie tylko z racji zainteresowań swojego taty, które podzielała. Podobnie jak wiele innych osób niepełnosprawnych stała się też znakiem dla współczesnego świata, że prawdziwą sprawnością jest zdolność serca do kochania – o wiele ważniejsza niż zdolność nóg do biegania. Znakiem, że człowiek zamknięty w sobie, pogrążony w smutku i lęku przed ludźmi jest o wiele bardziej niepełnosprawny niż ten, kto potrzebuje pomocy, żeby podnieść z podłogi długopis, który spadł ze szkolnej ławki.
 
Bóg mnie kocha
 
Źródłem jej kochania świata była miłość Boża. Wcześniej czy później każdy tę prawdę odkrywa, ale ilu ludzi odkrywa ją za późno, za progiem… Po śmierci Ani jej rodzice znaleźli szkolny zeszyt, w którym zapisywała swoje dziecięce myśli. W czerwonym serduszku namalowanym świecową kredką wpisała: „Bóg mnie kocha”. Testament małej Ani z Zielonki... W tych trzech słowach jest wszystko, czego człowiek potrzebuje do szczęścia. Bez nich nie ma ani prawdziwej miłości drugiego człowieka, ani żadnego autentycznego wymiaru misji, ani świadectwa. Ania nie znała teologii, ale znała Boga – i dlatego, kiedy jej życie gasło na oczach Matki Bożej z figury stojącej przy przejściu dla pieszych w Zielonce, potrafiła ofiarować je za życie mamy.
 
W dniu pogrzebu Ani ks. Krzysztof Ukleja, dyrektor Caritas diecezji warszawsko-praskiej, powiedział o niej:
Bo Ania to nasza mała wielka święta, nasza święta Tereska z Zielonki. Z godnością przeżywała każdy dzień. Umiała dostrzec innych. Nie narzekała, choć wiele bólu musiała często znosić, to jednak zawsze z głową do góry, z uśmiechem, bo kochała Boga, kochała każdego człowieka. I nic dziwnego, że dziadek Tadeusz mógł powiedzieć, że ona z nas wszystkich jest najmądrzejsza, bo tak pięknie i godnie żyje. Bo ona umiała odczytać i przyjąć do końca plan Boga. (…) Około półtora roku temu przeżyła śmierć kliniczną. Opowiadała potem, jakby była już w niebie. Mówiła, że tam ludzie uśmiechają się do siebie i są szczęśliwi. A potem pytała, dzieląc się swym doświadczeniem, dlaczego ludzie się kłócą, nie lubią się, dlaczego? Pamiętała o tym, by innych upomnieć, poprosić, aby poszli do spowiedzi, by się wspólnie pomodlili. Ania zostawia nam dziś swój testament. Gdybyśmy umieli jej słuchać... My, dorośli; my, pewni siebie, żyjący często poza Bogiem – gdybyśmy potrafili słuchać tych małych świętych naszych czasów. O ileż świat byłby lepszy…”.
 
Misyjne Apostolstwo Niepełnosprawnych Dzieci
 
Ania nie odeszła cała. Zostawiła po sobie zaproszenie dla innych dzieci i młodych przewlekle chorych czy niepełnosprawnych do włączenia się w dzieło misyjne Kościoła. Idea ta zrodziła się już po śmierci Ani, ale wypływa ze świadectwa, jakie ona sama dała, nie zważając na własne ograniczenia. Pokazała, że potencjał wrażliwości i cierpienia można zamienić na prawdziwe owoce misyjnej współpracy – owoce, które zbierać będą dzieci i ich rodziny, jak również misjonarze i ich podopieczni w krajach misyjnych. Wzajemna modlitwa, ofiara i wsparcie duchowe mają nieocenioną moc, a oprócz nich tak wiele jest inicjatyw misyjnych, którymi warto zainteresować osoby niepełnosprawne.
 
Misyjne Apostolstwo Niepełnosprawnych Dzieci oparte jest na słowach Jezusa z przypowieści o uczcie: „Wyjdź co prędzej na ulice i zaułki miasta i wprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych!” (Łk 14,21). Dzieciom i młodzieży dość trudno jest włączyć się w jakąkolwiek sprawę, jeśli nie czują się w nią osobiście zaangażowani i wezwani po imieniu. Jeśli oprócz modlitwy w ogólnych intencjach misyjnych niepełnosprawne dziecko będzie miało możliwość nawiązania osobistego kontaktu z misjonarzem lub misjonarką, wówczas obie strony odniosą dodatkowo duchową korzyść.
 
Misjonarzom nie jest łatwo zobowiązać się do prowadzenia korespondencji. Warunki pracy często wręcz to uniemożliwiają albo przynajmniej znacznie utrudniają. Dlatego propozycja Fundacji Polskiej Raoula Follereau, której patronuje mała Ania z Zielonki, skierowana jest do tych, którzy naprawdę czują taką potrzebę i widzą sens włączenia się w tę misyjną adopcję niejako „w dwie strony”. Dziecko czy młody człowiek unieruchomiony w domu, w szpitalu czy w hospicjum otrzymałby możliwość ofiarowania swojego cierpienia nie tylko w intencji misji w ogóle, ale konkretnie w intencjach i potrzebach znajomego misjonarza. Misjonarz zaś miałby w tym dziecku przyjaciela i wsparcie modlitewne, którego wartości nie da się przecenić.
 
Wszystkich zainteresowanych Misyjnym Apostolstwem Niepełnosprawnych Dzieci, nad którym patronat objęły Komisja Episkopatu Polski ds. Misji oraz Papieskie Dzieła Misyjne Dzieci, zachęcamy do propagowania tej inicjatywy, szczególnie wśród misjonarzy i kandydatów na misje. Może w ich rodzinnych środowiskach, parafiach czy kręgach znajomych są niepełnosprawni, którzy czekają, by zaprosić ich do włączenia się w sprawy misyjne. Prosimy też o ewentualny kontakt pod adresem:
Fundacja Polska Raoula Follereau
ul. Sienkiewicza 11
05-220 Zielonka
e-mail: apostolstwo@gmail.com
 
Lilla Danilecka
wersja do druku 
2007-11-05

Śpieszmy się

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widziec naprawde zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą


ks. Jan Twardowski
2007-11-05

Dni, Których Nie Znamy

Tyle było dni do utraty sił,
Do utraty tchu tyle było chwil,
Gdy żałujesz tych, z których nie masz nic,
Jedno warto znać, jedno tylko wiedz:

Że, ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy,
Ważnych jest kilka tych chwil, tych, na które czekamy.

Pewien znany ktoś, kto miał dom i sad,
Zgubił nagle sens i w złe kręgi wpadł,
Choć majątek prysł, on nie stoczył się,
Wytłumaczyć umiał sobie wtedy właśnie, że:

Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy,
Ważnych jest kilka tych chwil, tych, na które czekamy.

Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy?
Jak pozbierać myśli z tych nie poskładanych?
Jak oddzielić nagle serce od rozumu?
Jak usłyszeć siebie pośród śpiewu tłumu?

Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy?
Jak pozbierać myśli z tych nie poskładanych?
Jak odnaleźć nagle radość i nadzieję?

Odpowiedzi szukaj, czasu jest tak wiele...

Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy,
Ważnych jest kilka tych chwil, tych, na które czekamy.
2007-08-29
Chociaż nie wszyscy – i nie zawsze - to „kamienne” ostrzeżenie Bogini traktują z należytym respektem. Ale tak to już bywa z niedowiarkami, którzy wszystko, co dla nich nie do końca zrozumiałe, tłumaczą sobie śmiesznym ludzkim bajaniem i nazbyt wybujałą wyobraźnią. Niekoniecznie oczywiście z pożytkiem dla siebie… ale o tym będzie mowa troszeczkę później. Obok wspomnianych sceptyków byli też i tacy, którzy Boginię traktowali bardziej jako demona lasu, niż opiekunkę natury, która nocami ujawnia swą diabelską moc, a zanim wzejdzie słońce, wzbija się w powietrze i szybuje do swojego potwornego zamczyska za najdalszymi lasami, w wysokich górach wiecznie spowitych chmurami. Mówili o tym wszem i wobec z niezwykłym przekonaniem w głosie. Z czego to wynikało? Trudno powiedzieć jednoznacznie, ale myśleć należy, iż przede wszystkim z zazdrości. O co? Ano właśnie o to, iż tak naprawdę nie wierzyli sami w to, co o niej myśleli i mówili, a ty samym wiedzieli, iż nigdy nikt z nich nie posiądzie równej jej władzy nad światem przyrody. Próbowali więc bezpodstawnie przekonać do swych racji jak największą liczbę osób, mając nadzieję na to, iż kiedyś uda im się wspólnie zdetronować Mai’anh. Jednak ich siła nigdy nie dorównała jej mocy, co wielu doznało dotkliwie na swojej skórze.
Nie mniej jednak większość ludzi, tak jak było powiedziane wcześniej, otaczała Mai’anh szacunkiem, troszeczkę wymieszanym z lękiem i niewiedzą co do tego, na co rzeczywiście Boginię stać. Obserwując bowiem wieczorami zamek i dąb, emanujące magiczną siłą przyrody, każdy odczuwałby podobne emocje. Szczególnie w burzowe noce moc ta była widoczna w całej swej wielkości… Tak, potędze Mai’nah trudno byłoby zaprzeczyć! I szczerze mówiąc niewielu to robiło, chyba że w zaciszu własnego domostwa z dala od wścibskich uszu innych… i – nie daj Boże – samej Bogini, pohukującej jako sowa na pobliskiej gałęzi.
2007-08-29
Dąb był magiczny, wręcz emanował siłą. Wszystkie żyjące istoty czuły to, gdy tylko zbliżały się do drzewa.
Niegdyś w tym miejscu stał ogromny zamek, lecz jego władca umarł wieki temu, a budowla zaczęła zarastać mchem i bluszczem, stała się kryjówką dla zwierząt. To własnie miejsce wybrała sobie Mai'anh, Bogini Lasu, Pani wszelkich leśnych stworzeń. Wieże stały się potężnymi konarami, uwieńczonymi szumiącymi liśćmi, komnaty i korytarze zmieniły się w dziuple, mieszkanie dla ptactwa i wiewiórek, a największą z nich zamieszkiwała Mai'anh.
Tak samo jak zamek, dąb ściągał na siebie wszystkie pioruny - podczas burzy był cały rozświetlony energią, która jednak nikomu nie czyniła krzywdy.
Ludzie od wieków plotkowali na temat Bogini. Nikt jej nie widział na własne oczy, więc przypisano jej zdolność zmieniania postaci. Idąc do lasu, ludzie zachowywali szacunek wobec wszelkich stworzeń - nie wiedzieli bowiem, czy wsród traw, w drzewie, w ciele sarny nie kryje się Mai'anh.
Mieli rację - Bogini rzeczywiście miała taką moc. Wcielała się we wszystko, prócz człowieka, miała bowiem do ludzi ogromny żal. Kiedyś straciła swoją śmiertelną powłokę. Weszła w ciało pięknego, srebrzystego lisa. Nie nacieszyła się długo spokojem lasu - usłyszała grę rogu i wściekłe ujadanie ogarów. Zaczęła uciekać, lecz nie miała szans. Za karę zamieniła myśliwego i psy w kamienie. Stoją tam do tej pory, ku przestrodze.
2007-08-24
Świadectwo ks. Piotra

Image

                  Był rok 1992, wracałem z letniego urlopu. Po drodze do domu do Kielc, odprawiałem Mszę św. się w parafialnym kościele w swoim rodzinnym mieście. Wjeżdżając  do Kielce uświadomiłem sobie, że klucze od kieleckiego mieszkania pozostawiłem w …zakrystii. Z powodu roztargnienia musiałem dodatkowo przejechać ponad 200 km. Co chcesz mi Panie Boże powiedzieć przez ten fakt, przez mój brak uwagi? – skierowałem pytanie. Na odpowiedź, Pan Bóg nie kazał mi długo czekać. Wkrótce otrzymałem od Ks. Biskupa nominację na kapelana Szpitala św. Aleksandra w Kielcach przy ul. Kościuszki, oraz  Szpitala Gruźlicy i Chorób Płuc św. Rafała Kalinowskiego w Czerwonej Górze.
Szpital św. Rafała stoi w lesie, a prowadzi do niego 15 km droga, miejscami właśnie przez las. Przypomniał mi się wówczas obrazek z podpisem: „Droga przez las nie jest długa jeśli kocha się osobę, którą idzie się odwiedzić”. Stało się dla mnie jasne, że Pan Bóg, poprzez decyzję moich Przełożonych, powołuje mnie do większej jeszcze miłości wobec osób chorych i cierpiących.
Od blisko 15 lat jest to miłość i posługa ponad zmęczenie, także w nocy i pomimo dużej odległości. Czasami przywołuję w pamięci ten obrazek, przedstawiający drogę przez las, jako potwierdzenie mojej odpowiedzi na wezwanie i powołanie do posługi wśród chorych i cierpiących, ale także wśród Lekarzy, Pielęgniarek, Położnych i innych Pracowników Służby Zdrowia.
Od samego początku, w mojej pracy kapelana szpitalnego, nie jestem sam. Doświadczam nieustannej pomocy Świętych z nieba i Dobrych Ludzi tu na ziemi. Moja misja, bez opieki Najświętszej Maryi Panny, św. Józefa, św. Aleksandra, św. Rafała Kalinowskiego, św. Ojca Pio, św. Siostry Faustyny i wielu innych byłaby niemożliwa. Ale chcę też podkreślić, że we wszystkich latach mojej pracy, spotykałem się z przychylnością prawdziwie Dobrych Ludzi, a wśród nich byli i są Wolontariuszki i Wolontariusze, Klerycy, Zakrystianka, Świeccy Szafarze Eucharystii, Organiści i cały „etatowy” Personel Szpitalny.
                  Praca kapelana to troska o Eucharystię dla Pacjentów - tę celebrowaną i tę zanoszoną do szpitalnego łóżka, ale również dbałość o miejsce sprawowania Mszy świętej i oprawę liturgii. Posługa chorym to Spowiedź na łóżku chorego, lub w innym miejscu, które dzięki życzliwości Personelu, akurat jest udostępnione na czas spowiedzi. Kapelan szpitalny nie tylko udziela Sakramentu chorych ale także, a może przede wszystkim, wpływa na zmianę mentalności, by nie traktować tego Namaszczenia, jako prowadzącego do szybkiej śmierci. W Szpitalnej Kaplicy  sprawuję prawie codziennie Mszę św., co pewien czas słabszym noworodkom jest udzielany Chrzest Święty, trzykrotnie błogosławiłem Sakrament Małżeństwa, a nawet, w obliczu grożącego niebezpieczeństwa, udzielałem Sakramentu Bierzmowania.

Życie i śmierć. Warto zastanowić się nad naszą rolą i obecnością przy chorych, i przy odchodzących z tego świata. „Tajemnica losu ludzkiego ujawnia się najbardziej w obliczu śmierci. Nie tylko boleści i postępujący rozkład ciała dręczą człowieka, lecz także, i to jeszcze bardziej, lęk przed unicestwieniem na zawsze. Istotnie, tej udręki nic nie zdołałoby ukoić, gdyby śmierć oznaczała całkowite zniszczenie i koniec wszystkiego. Dlatego śmierć skłania człowieka do stawiania radykalnych pytań o sens samego życia: co czeka nas za mroczną zasłoną śmierci? Czy stanowi ona ostateczny kres życia, czy też istnieje coś także poza nią?” - napisał Jan Paweł II (List do ludzi w podeszłym wieku, 14).
Często są to pytania zadawane w poczuciu bezradności. Zadawane przez pacjentów i przez ich bliskich. Stawianie na głos takich pytań wymaga odwagi i nierozerwalnie łączy się ze wzruszeniem i żalem za odchodzącą, ukochaną osobą. Mocna wiara przychodzi tutaj z pomocą, pomaga pokonać lęk i jak najlepiej przygotować się do przejścia do wieczności.
         Człowiek jest słaby wtedy gdy przychodzi na świat, gdy opuszcza łono swojej matki. Medycyna przychodzi mu wówczas z pomocą. Nad porodem czuwają lekarze i położne. Po raz drugi człowiek przeżywa swoją słabość, gdy z powodu choroby, czy starości żegna się z tym światem. Dobrze, że powstają Bractwa Dobrej Śmierci i Apostolstwo Dobrej śmierci. Potrzebne jest przezwyciężanie strachu przed wezwaniem księdza do chorego. Nawet jeśli to tylko mały odsetek wiernych, którzy  wciąż bronią się przed zaproszeniem kapłana ze spowiedzią, namaszczeniem i wiatykiem, do osoby ciężko chorej, to warto o tym mówić i pisać. „Ludzie starzy i chorzy, z trudem godzą się z perspektywą odejścia. Śmierć jawi się im jako mroczny aspekt naszej ludzkiej kondycji naznaczonej przez grzech i stąd budzi nieunikniony smutek i lęk. (...) Rozumiemy dlaczego w obliczu tej mrocznej rzeczywistości reakcją człowieka jest bunt.” - napisał Sługa Boży Jana Paweł II - przeżywając jesień swojego życia (tamże).
         Towarzyszenie człowiekowi zbuntowanemu, czy też bardzo cierpiącemu, to trudne zadanie. Czasem nieoczekiwanie Bóg stawia je przed nami, w związku z chorobą i śmiercią najbliższych i wówczas jest jeszcze trudniej. Oczywiście, że nie każdy kto przeprowadza się do domu Ojca, jest zbuntowany. Jeśli jesteśmy przy nich z modlitwą na ustach, a tym bardziej gdy oni sami odchodząc, wypowiadają słowa modlitwy, taka śmierć nie musi za sobą ciągnąć żalu. Przeciwnie - mamy satysfakcję dobrze spełnionego obowiązku i radość, że pomogliśmy naszym rodzicom, dziadkom czy przyjaciołom, w tym co jest takie trudne, a czego każdy z nas będzie musiał osobiście doświadczyć. Jeżeli teraz zdobędziemy się by dobrze służyć innym w chwili ich śmierci, mamy prawo mieć nadzieję, że nasza śmierć będzie łagodnym przejściem do domu Ojca.
         W mojej posłudze wspominam pacjenta, którego pojednanie z Bogiem nastąpiło po wielu, wielu latach od ostatniej spowiedzi. Był świadomy, że jest poważnie chory, jednak zamiast lękać się o swoją teraźniejszość i przyszłość, martwił się, czy kapelan, który go spowiada nie zarazi się jego bakteriami. Widocznie spotkanie z Chrystusem w Sakramentach Świętych zaowocowało taką ufnością i wewnętrznym pokojem, że nie musiał się już o nic więcej troszczyć.
        Warto tu przytoczyć słowa psalmisty: «Miarą naszych lat jest lat siedemdziesiąt lub, gdy jesteśmy mocni, osiemdziesiąt; a większość z nich to trud i marność: bo szybko mijają, my zaś odlatujemy» (Ps 90 [89], 10). Pamiętajmy również, że nie cali umieramy.
    Z perspektywy kilkunastu lat pracy nie tylko wspominam tych, którzy w szpitalu osiągnęli ostateczny cel ludzkiej wędrówki, ale myślę z wdzięcznością o tych, którzy uśmiechem i ciepłym słowem witali mnie na szpitalnych salach i korytarzach, myślę o tych, którzy odczytali chorobę, jako mobilizację do nawrócenia. Panu Bogu dziękuję za to, że pozwala mi towarzyszyć cierpiącym i chorym, z których przecież zdecydowana większość zdrowieje i wraca do swoich bliskich. Niech Imię Wszechmogącego i Miłosiernego Boga będzie błogosławione.
2007-08-07
Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego.

— Marek Aureliusz
2007-08-07
Nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś, jak potrafimy być nimi jutro?
Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie, jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia. Wyjdź mu naprzeciw.

— Phil Bosmans
2007-08-07
Uleczy cię czas, ta wszystkożerna świnia, i staniesz się kaleką. Albowiem uleczenie, o którym dzisiaj marzysz, będzie twoim kalectwem.

— Waldemar Łysiak
2007-08-07
Kogo Bóg darzy wielką miłością, w kim pokłada wielkie nadzieje, na tego zsyła wielkie cierpienie, doświadcza go nieszczęściem.

— Fiodor Dostojewski
2007-08-07
Czy można pragnąć czegoś niemożliwego i upierać się jednocześnie, że jest to niemożliwe? Czy nie lepiej niemożliwe sztucznie pomniejszyć i w ten sposób zostawić sobie cząstkę nadziei?

— Erich Maria Remarque (Paul Remarque)
2007-08-07
Mamy młode serce, tak długo jak długo umiemy kochać życie, takim jakie ono jest.
Życie ze swoimi dobrymi ale także złymi stronami.
Mamy młode serce, tak długo jak długo potrafimy kochać ludzi i życzyć im szczerze tego wszystkiego czego im brakuje, a tak bardzo jest potrzebne.
Kto się starzeje zachowując młode serce, ten wie jak należy przyjmować ze spokojem te liczne małe i większe uciążliwości podeszłego wieku.
Taki człowiek zna sens życia i sens umierania.
Wie jak "krótkie" i jak "małe" jest wszystko na tej ziemi, bo żyje nadzieją na życie wieczne.

— Phil Bosmans
2007-08-07
Nie płacz w liście
nie pisz że los ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno.

— Jan Twardowski | nadesłał(a): sloneczko33
2007-08-07
(...) nadzieja istnieje zawsze, do ostatniej chwili. Dlatego właśnie jest nadzieją. Nie możemy jej zobaczyć, ale ona jest dostatecznie blisko naszych twarzy, byśmy poczuli powiew poruszonego powietrza. Jest zawsze tuż obok i niekiedy udaje się nam ją schwytać i przytrzymać na tyle długo, by wygnała z nas piekło.

— Jonathan Carroll Na pastwę aniołów | nadesłał(a): Sylwia
2007-08-07
Uzdrówcie rany przeszłości miłością. Niech wspólne cierpienie nie prowadzi do rozłamu, ale niech spowoduje cud pojednania.

<< Styczeń 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
Księga gości
 
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
2619
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
100
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
21
<a>liczba glosów:</a>
Aktualna liczba głosów:
 
341
<a>&lt;a&gt;oddaj gosa na szblon&lt;/a&gt;</a>
Aktualna liczba głosów:
 
7800
Wyszukiwanie
Wyszukaj w tym blogu:
Fraza:
Od kalendarz do kalendarz
 
Skontaktuj się
Temat:
Treść:
Podpis:
E-mail:
 
nieznani jeszce
Brak wsp?autor?w
Zobacz serwisy INTERIA.PL